Kalkulacja nieszczęścia: ile kosztuje wolność kobiety na prowincji

Gdy słyszy się o kobietach, które latami tkwią w toksycznych, przemocowych lub po prostu głęboko nieszczęśliwych małżeństwach w prowincjonalnych miasteczkach, łatwo unieść brew w geście moralnego oburzenia, bo przecież można spakować walizkę, wziąć rozwód i zacząć wszystko od nowa. Tak, jasne, zwłaszcza jeśli „od nowa” oznacza portfel wypchany pajęczyną i perspektywę spania pod mostem, bo lokalny rynek pracy wita kobiety z otwartymi ramionami, o ile akurat potrzebuje taniej siły roboczej do najprostszych prac fizycznych, gdzie kręgosłup wysiada po pierwszym tygodniu.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejKalkulacja nieszczęścia: ile kosztuje wolność kobiety na prowincji

W imadle oczekiwań, czyli o tym, jak od pierwszego września robimy z dzieci pacjentów

Już pod koniec zeszłego roku szkolnego mój trzynastolatek napomknął z lekkim przerażeniem, że on nie wie, co chce robić w życiu i jaką szkołę wybrać. Trochę mnie zmroziło, bo w głowie od razu zapaliła się czerwona lampka: „dziecko ty moje, toć ty dopiero życie zaczynasz, skąd ten ciężar na barkach?”. Oczywiście wyjaśniłam mu to z całą dostępną mi cierpliwością – owszem, wybór szkoły średniej trochę definiuje profil wiedzy na następne trzy do pięciu lat, ale absolutnie nie oznacza to wyroku ani dożywotniej kariery w jednym zawodzie.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejW imadle oczekiwań, czyli o tym, jak od pierwszego września robimy z dzieci pacjentów

Żadna z nich nie chciała być silna

Wstaję z łóżka, chociaż miałam już spać. Wzdycham ciężko, bo dobrze wiem, że zmęczenie to jedno, a mózg, który akurat teraz postanawia urządzić sobie całonocną audycję radiową, to zupełnie inna kategoria sportowa. Po dniu pełnym bodźców następuje ta specyficzna, nocna cisza – idealny moment, w którym dociera do mnie, że właśnie urzeczywistniam kolejny krok na przód. Wstaję, zakładam z powrotem „oczy”, boso człapię do kuchni i wstawiam wodę na herbatę. Lato oficjalnie żegna się z nami bez żalu, a jesień zaczyna się od chłodnych wieczorów. Wjeżdża więc gruby szlafrok, najcieplejsze skarpety z zapasów przetrwania i próba ogarnięcia chaosu w głowie.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejŻadna z nich nie chciała być silna

O obojętności, która tnie głębiej niż najostrzejsza brzytwa

Prowadzenie auta to zajęcie szalenie wdzięczne, o ile akurat nie utknęło się w zderzaku kogoś, kto prawo jazdy wygrał w promocji w markecie. Wymaga to skupienia, precyzyjnej koordynacji ruchów, a przede wszystkim pozwala głowie wreszcie odpocząć od codziennego nadmiaru bodźców, hałasu i wszechobecnej ludzkiej miałkości. Podczas tej czynności pozwalam myślom swobodnie płynąć dokądkolwiek zechcą. W moim życiu od samej wiosny wydarzyło się tyle absurdalnych zwrotów akcji, że czasem autentycznie dziwię się, iż mózg w ogóle nadąża za tym nieustającym, wysokobudżetowym myślotokiem. W nurcie tych wszystkich burzliwych wydarzeń w przestrzeni pojawiły się również osoby ciepłe, empatyczne, gotowe do pomocy. Osoby, które myślą podobnie jak ja, podobnie czują i dokładnie tak samo widzą ten przeklęty, zakłamany świat.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejO obojętności, która tnie głębiej niż najostrzejsza brzytwa

Paragraf na mobbing, czyli jak utonąć w sądzie z uśmiechem na ustach

Oto kolejna epokowa chwilia w dziejach polskiego zatrudnienia. Państwo znowu postanowiło nas uratować przed nami samymi, a zwłaszcza przed panem prezesem, panią dyrektor oraz każdym sympatycznym współpracownikiem z sąsiedniego biurka, który od poniedziałku do piątku testuje naszą odporność psychiczną na cotygodniowych naradach o niczym. Bo przecież toksyczna atmosfera to wcale nie monolog despotycznego szefa, ale często elegancka, zespołowa twórczość koleżeńska, gdzie każdy dokłada swoją cegiełkę.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejParagraf na mobbing, czyli jak utonąć w sądzie z uśmiechem na ustach

O tym, dlaczego „hejt” to nowe „nie lubię, jak mnie rozliczają”

Z wielkim zainteresowaniem obejrzałam sesję rady miasta z 24 czerwca, podczas której przyznano absolutorium oraz wotum zaufania dla burmistrza. Słuchałam wypowiedzi naszych radnych o gminie, w której – wedle ich słów – niemal płynie mleko i miód. Szczerze mówiąc, faktycznie nie jest źle, choć moją nieustającą solą w oku pozostaje Sztumskie Centrum Kultury – o czym doskonale wiecie i czego pewnie wolelibyście nie słyszeć. Ale, ale, ale...

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejO tym, dlaczego „hejt” to nowe „nie lubię, jak mnie rozliczają”

Kiedy samorząd łaskawie raczy wysłuchać – analiza jednej sesji

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Sztumie to materiał na oscarowy scenariusz. Zwołana przez Burmistrza w trybie pilnym, w cieniu biogazowniowej afery, była pierwszą od marca dyskusją, którą udało mi się zaobserwować. Okazuje się, że można rozmawiać, można słuchać i być otwartym – ale w naszym lokalnym wydaniu ten „cud” wydarzył się dopiero wtedy, gdy mieszkańcy narobili takiego rabanu, że słychać go było w ościennych gminach. Burmistrz z przejęciem podkreślał, że jest za rozwojem i nowoczesnością, lecz ta nowoczesność kończy się tam, gdzie zaczyna się problem Sztumskiego Centrum Kultury.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejKiedy samorząd łaskawie raczy wysłuchać – analiza jednej sesji

Pół miliona złotych za trzy wnioski. Oficjalny bilans sztumskiej rady

Samorząd to piękna idea. Przynajmniej w teorii, kiedy lokalni liderzy z uśmiechem na twarzach i dłońmi uściśniętymi w geście wyborczego triumfu obiecują, że będą naszym głosem, naszymi oczami i uszami w urzędzie. Że funkcja radnego to misja, ciężka praca i nieustanny dialog z mieszkańcami. Postanowiłam sprawdzić, jak ta „ciężka praca” wygląda w brutalnym starciu z matematyką i dokumentami, które oficjalnie wydał Urząd Miasta i Gminy w Sztumie. Spokojnie, nie ma tu miejsca na domysły czy polityczne złośliwości. Tylko cyfry. Podpisane przez urzędników.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejPół miliona złotych za trzy wnioski. Oficjalny bilans sztumskiej rady

Kultura leży, smród nadchodzi. Krótka opowieść o sztumskich standardach

No i proszę, obudziliśmy się. Szkoda tylko, że dopiero wtedy, gdy wizja lokalnego piekła zaczęła zaglądać nam bezpośrednio przez okno, a zapach „zielonej transformacji” realnie grozi odcięciem dopływu tlenu. W Czerninie odbyło się spotkanie w sprawie planowanej w Barlewicach biogazowni. Inwestor – firma PAD RES – chce tam wbić w ziemię, bagatela, 80 milionów złotych. Na papierze? Ameryka, a raczej czysta Europa. Moc 3 MW, wkomponowanie w istniejącą już farmę fotowoltaiczną, kosmiczne technologie i, uwaga, od pół miliona do miliona złotych rocznie z podatków do kasy gminy. No żyć nie umierać! Przynajmniej dopóki nie uświadomisz sobie, że ten ekologiczny raj ma przetwarzać 90 tysięcy ton substratu rocznie, co oznacza skromne 18 ciężarówek goniących przez lokalne drogi każdego roboczego dnia.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejKultura leży, smród nadchodzi. Krótka opowieść o sztumskich standardach

Śniadanie w kubku, anioł w czarnej szacie i myśli ratunkowe

Siadam w fotelu, który od stycznia stał się moim najlepszym miejscem. Klasyczny uszak z podnóżkiem w pięknej butelkowej zieleni. Ten głęboki odcień materiału działa na mnie magnetycznie – opieram plecy o miękkie oparcie, czując, jak po ciężkim roku walki moje ciało w końcu zaczyna współpracować z grawitacją i odpuszcza nagromadzony stres. Przyciągam do siebie stolik z laptopem, obok stawiam napar z pędów świerku w liliowym kubku. Zapach lasu, żywiczny i lekko cierpki, natychmiast unosi się w powietrzu, mieszając się z ciepłem parującego naczynia. To mały, intymny rytuał powrotu do samej siebie, chwila, w której świat zewnętrzny, z całym swoim chaosem, hałasem i niekończącą się lista spraw do załatwienia, musi po prostu poczekać za zamkniętymi drzwiami.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejŚniadanie w kubku, anioł w czarnej szacie i myśli ratunkowe

Między statystyką a bezczelnością: dlaczego kultura w Sztumie to poligon intryg

Kiedy stało się jasne, że dyrektor Jankowiak odchodzi, naiwnie uznałam (jak to ja), że merytoryka i profesjonalne podejście do obowiązków powinny być fundamentem każdej rozmowy o przyszłości. Poszłam rozmawiać z wiceburmistrzem i burmistrzem, bo krok wydawał się logiczny – są to osoby nadzorujące działalność Sztumskiego Centrum Kultury. Wtedy jeszcze nie operowałam twardymi danymi o zasięgach, które spłynęły później, ale wiedziałam jedno: wizerunek SCK w sieci zaczął w końcu przypominać standardy XXI wieku, a nie cyfrowy skansen poparty plakatowaniem miasta.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejMiędzy statystyką a bezczelnością: dlaczego kultura w Sztumie to poligon intryg

Oddech na kredyt, czyli jak przestać dusić się we własnym ciele

Ciąża i brak środków do życia. Mąż na saksach, nieudana działalność gospodarcza, kolejna ciąża, półtora etatu i „gratis” w postaci przemocy psychicznej – w pracy i w domu. Dwa lata w małżeństwie, które sypie się szybciej niż tynk w starej kamienicy, dzieci i ta urocza domowa atmosfera: wieczne pretensje przeplatane milczeniem serwowanym jako kara. Brzmi jak scenariusz kiepskiego paradokumentu? Niestety, to był mój krajobraz. Gdzieś pomiędzy tym całym chaosem postanowiłam zapisać się na jogę. To był pierwszy krok do zmiany mojego życia, choć wtedy pewnie po prostu szukałam miejsca, gdzie nikt ode mnie nic nie chce. Joga nauczyła mnie uważności na własne ciało i to właśnie tam po raz pierwszy zderzyłam się ze swoim płytkim oddechem. Ktoś by powiedział: „Oddech jak oddech, każdy to robi, dopóki żyje”. No nie do końca.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejOddech na kredyt, czyli jak przestać dusić się we własnym ciele

Daniel Odija i wielkie wietrzenie narodowej szafy: dlaczego siła kobiet wciąż nas dziwi?

Zawsze ceniłam ludzi z pasją, a już na pewno takich, którzy potrafią dostrzec kobietę i jej siłę bez konieczności sprawdzania, czy aby na pewno ma dobrze zawiązany fartuszek i czy obiad nie przywiera do garnka. Szukając literackich warsztatów, wpadłam na ofertę Daniela Odiji i jego wykład o zniezwykłych kobietach. I wiecie co? To było jak otwarcie okna w pokoju, w którym od dwustu lat nikt nie zmieniał pościeli, bo przecież „tradycja pachnie najlepiej”. Historia naszego kraju jest nam niby znana – a przynajmniej ta jej wersja, w której panowie w kontuszach albo mundurach prężą muskuły, a my w tle parzymy im herbatę i haftujemy sztandary. Okazuje się jednak, że spora część tej opowieści została zwyczajnie przemilczana, bo komuby tam było na rękę przyznać, że narodowe pomniki mają płeć, która niekoniecznie pasuje do stereotypu „matki Polki” czekającej na progu z naręczem bzów.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejDaniel Odija i wielkie wietrzenie narodowej szafy: dlaczego siła kobiet wciąż nas dziwi?

Szeptucha, która milczy najgłośniej

Zaczęło się od przypadku w skansenie we Wdzydzach Kiszewskich – wiecie, między chatą krytą strzechą a zapachem starego drewna łatwo o romantyzację przeszłości. Ale kiedy ta sama historia dopada cię w sterylnej sali widowiskowej Sztumskiego Centrum Kultury, wiesz już, że to nie kwestia scenografii. To kwestia prawdy, która uwiera jak kamień w bucie, którego nie wypada zdjąć przy ludziach. „Opowieści wiejskich dziewuch” to nie jest grzeczny wieczorek z folklorem, to wiwisekcja losu kobiet z XIX-wiecznej wsi, podana nam prosto w twarz przez ówczesną Szpetuchę.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejSzeptucha, która milczy najgłośniej

Kompulsywne objadanie się pod lupą teorii: recenzja książki, która załagodzi Twoje wyrzuty sumienia, ale nie zmieni nawyków

Początek marca wcale nie nastraja do bycia dla siebie miłą, zwłaszcza gdy za oknem aura przypomina rozmokłą bułę, a w głowie kotłuje się milion myśli na sekundę, bo przecież ADHD nie zna pojęcia „cisza nocna” ani „spokojny posiłek”. Kiedy brałam do ręki książkę Paprockiej o kompulsywnym objadaniu się, miałam nadzieję, że to będzie ta chwila, w której ktoś poda mi konkretny klucz do szafki ze słodyczami, którą sama przed sobą zamykam na kłódkę, a potem w amoku rozbijam ją siekierą. Niestety, lektura ta zostawiła mnie z poczuciem, że właśnie zjadłam ryżowy wafel – niby coś w ustach było, niby objętość się zgadza, ale w środku dalej wieje pustką.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejKompulsywne objadanie się pod lupą teorii: recenzja książki, która załagodzi Twoje wyrzuty sumienia, ale nie zmieni nawyków

​Toksyczny mit wyjścia ze strefy komfortu

Gdybym dostawała złotówkę za każdym razem, gdy scrollując feed widzę wezwanie do „opuszczenia strefy komfortu”, prawdopodobnie pisałabym ten tekst z własnej wyspy na Pacyfiku, a nie z poziomu kanapy, która jest – o zgrozo – bardzo komfortowa. To sformułowanie stało się współczesnym biczem na czarownice, tyle że zamiast stosów mamy wypalenie zawodowe, a zamiast inkwizytorów – uśmiechniętych coachów w za ciasnych marynarkach. Według internetowych mędrców strefa komfortu to takie mroczne więzienie, w którym nic nie rośnie, a Ty gnijesz w marazmie, bo śmiesz lubić swoje przewidywalne życie. Musisz wyjść! Musisz cierpieć! Musisz robić rzeczy, których nienawidzisz, bo tylko tam – w oparach kortyzolu i paniki – czeka na Ciebie mityczny rozwój.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalej​Toksyczny mit wyjścia ze strefy komfortu

Autonomia po bitwie

Przez lata żyłam w trybie, który mój organizm przez pomyłkę uznał za naturalne środowisko: w trybie permanentnej walki. Kiedy codzienność staje się polem minowym, a dom – zamiast azylem – jest areną zmagań z nieprzychylnością, odrzuceniem i cudzym zranieniem, człowiek zapomina, jak smakuje powietrze pozbawione domieszki lęku. Przez kilka długich lat moja zbroja wrastała w skórę tak głęboko, że zaczęłam ją uważać za integralną część własnego ciała. Reagowałam na każdy szelest, przewidywałam burze i uczyłam się unikać ciosów, których nigdy nie powinnam była otrzymać.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejAutonomia po bitwie

Polska pod śniegiem, czyli naród wspaniały, tylko sprzątać nie ma komu.

Luty w tym kraju to nie jest zjawisko atmosferyczne. To zbiorowa amnezja i stan umysłu, w którym każdy płatek śniegu traktowany jest jak atak terrorystyczny na naszą wygodę. Zaczęło się klasycznie: sypało przez bite dwa dni. Solidne, gęste opady, które każdy widział przez okno, a mimo to trzeciego dnia miasto doznało zbiorowego szoku. „Zima zaskoczyła” – ten nagłówek powinien być wpisany do godła, bo zaskakuje nas co roku fakt, że w lutym w Polsce bywa biało.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejPolska pod śniegiem, czyli naród wspaniały, tylko sprzątać nie ma komu.

Zanzibar w sercu, sól w oczach i 18 świeczek na torcie

Stało się. Przekroczyłam magiczną barierę czterdziestu lat na tym padole łez, który czasami, zupełnie przez pomyłkę, bywa też padołem całkiem znośnym. Jeśli ktoś Ci mówi, że czterdziestka to „nowa dwudziestka”, to prawdopodobnie próbuje Ci sprzedać krem pod oczy za trzysta złotych albo tani kołczing o potędze umysłu. Prawda jest taka, że w wieku czterdziestu lat Twoje ciało zaczyna wydawać dźwięki, o których istnieniu nie miałaś pojęcia, a Twoje życie weryfikuje priorytety szybciej niż urząd skarbowy zeznania podatkowe. Czterdziestka to nie jest nowy początek w blasku neonów – to raczej moment, w którym stajesz przed lustrem i mówisz: „No dobra, to jesteśmy my. Co z tym zrobimy?”.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejZanzibar w sercu, sól w oczach i 18 świeczek na torcie

Zebra ucieka, my analizujemy: o stresie po ludzku

„Dlaczego zebry nie mają wrzodów” Roberta Sapolsky’ego to niezwykła książka, która głęboko rozkłada na czynniki pierwsze mechanizm stresu u człowieka w porównaniu z innymi gatunkami. To nie jest kolejny poradnik o technikach relaksacyjnych czy o tym, jak nie zwracać uwagi na stresujące sytuacje – to naukowe kompendium, które wyjaśnia, dlaczego nasz organizm reaguje tak, a nie inaczej, i dlaczego równie dobrze moglibyśmy się od nich, czyli od zwierząt, wiele nauczyć.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejZebra ucieka, my analizujemy: o stresie po ludzku