Autonomia po bitwie
Przez lata żyłam w trybie, który mój organizm przez pomyłkę uznał za naturalne środowisko: w trybie permanentnej walki. Kiedy codzienność staje się polem minowym, a dom – zamiast azylem – jest areną zmagań z nieprzychylnością, odrzuceniem i cudzym zranieniem, człowiek zapomina, jak smakuje powietrze pozbawione domieszki lęku. Przez kilka długich lat moja zbroja wrastała w skórę tak głęboko, że zaczęłam ją uważać za integralną część własnego ciała. Reagowałam na każdy szelest, przewidywałam burze i uczyłam się unikać ciosów, których nigdy nie powinnam była otrzymać.