„Dlaczego zebry nie mają wrzodów” Roberta Sapolsky’ego to niezwykła książka, która głęboko rozkłada na czynniki pierwsze mechanizm stresu u człowieka w porównaniu z innymi gatunkami. To nie jest kolejny poradnik o technikach relaksacyjnych czy o tym, jak nie zwracać uwagi na stresujące sytuacje – to naukowe kompendium, które wyjaśnia, dlaczego nasz organizm reaguje tak, a nie inaczej, i dlaczego równie dobrze moglibyśmy się od nich, czyli od zwierząt, wiele nauczyć.

„Włochy City Break. 27 pomysłów na weekend pełen wrażeń” autorstwa Beaty i Pawła Pomykalskich to przewodnik, który może na pierwszy rzut oka wydawać się typowym dodatkiem do bogatej półki książek podróżniczych. Z pozoru kolejna pozycja, która obiecuje odkrycie Italii, a kończy się na standardowym zwiedzaniu Rzymu czy Wenecji. Jednak im dłużej się w tę publikację zagłębiamy, tym bardziej przekonujemy się, że jest to coś znacznie bardziej wartościowego niż tylko kolejny zbiór turystycznych notatek. Autorzy nie tylko proponują 27 różnorodnych destynacji, ale przede wszystkim zachęcają nas do poznawania Włoch w sposób autentyczny – pełen smaków, zapachów i lokalnych niuansów.

Listopad i ja – duet idealny, o ile przez idealność rozumiemy szarość nieba idealnie dopasowaną do mojego nastroju. Spoglądam w deszczowe okno, które za nic ma nasze plany na słońce, a ja z kolei przytulam się do melancholii, tej ciężkiej, jak nie do końca wysuszona kołdra z zeszłego sezonu. Mówią, że koniec roku przynosi nową energię i zapach świąt, ale u mnie to raczej stała tradycja wylegiwania się w stanie emocjonalnego kryzysu – trochę jak coroczny świąteczny serial, który znam na pamięć, choć wolałabym inaczej.

O mnie

Nazywam się Paulina – tak postanowili rodzice. Dziś jednak wolę, gdy znajomi zwracają się do mnie Paula. Uwielbiam książki, jogę, rękodzieło, a dom dzielę z dwoma synami i kotem. Jedną z moich największych pasji jest... pisanie.

W społeczeństwie, w którym wszędzie jesteśmy za późno, gdzie gnamy myślami i ciałem do przodu, nie mając chwili na zatrzymanie się choćby na moment, świat pędzi, gnając nas w zakręty, jak szalony. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak ważne jest, by choć raz zatrzymać się i spojrzeć na drugiego człowieka? Bo właśnie to – zwyczajne, codzienne spojrzenie i słowo – potrafią czasem zdziałać cuda. Mówię o tym i myślę coraz częściej, starając się, na miarę swoich możliwości, wprowadzać tę prostą, ale jakże głęboką zasadę w życie.

Wydawało mi się, że rok po rozwodzie i prawie dwa lata po przeprowadzce będę już szczęśliwą singielką o życiu tak ułożonym i stabilnym, jak budżet emeryta na końcu miesiąca. Miało być pięknie – sama na swoim, niezależna, z dziećmi na wakacjach, bez potrzeby niczego więcej niż odrobiny dobrego, życiodajnego bzykanka od czasu do czasu. Takie idealne życie, które sprzedają w reklamach środków uspokajających i abonamentów na Netflixa.

Zaczęło się. Jesienne chłody wtargnęły w moje życie bez zaproszenia, jak nieproszony wujek, któremu zawsze wolno za dużo i nigdy nie rozumie, kiedy przestać. Wyciągnęłam więc moją puchatą kurtkę marki Naoko, ową ikonę modowego absurdu, która kosztowała mnie tyle, że dziś zastanawiam się, czy nie była to inwestycja w akcje bankructwa. Trzeci sezon z rzędu noszę ją z podszewką w stanie agonalnym – dziurawą jak ser szwajcarski, z tym że w tym przypadku dziury skutecznie chłodzą moje plecy. Reklamacja? Po co tracić siły na biurokratyczne szachy, jak można mieć darmową terapię frustracji na zimno? Kocham tę kurtkę, ale ona mnie już nie kocha – to toksyczny związek na ogniu jesieni.

Ciało – ten nieznośny kompan, który nieustannie towarzyszy nam od pierwszego oddechu do ostatniego westchnienia. Jak z nim żyć w zgodzie? Dorota Jędrusik próbuje nam to opowiedzieć w swojej książce „Mądrość ciała”. I robi to tak, jakby znała wszystkie nasze sekrety — począwszy od niecierpliwości bioder, przez buntujące się plecy, aż po ten nieprzewidywalny kaprys hormonów, które czasem prowadzą ciszę nocną do wrzawy poranka. Ale spokojnie, nie jest to zwykły poradnik „jak żyć zdrowo”. To raczej trochę filozoficzna, trochę terapeutyczna, a przede wszystkim szczera opowieść o tym, jak nasze ciała próbują nam coś powiedzieć, choć często ich nie słuchamy.

Zupełnie niespodziewanie, ale jakby zupełnie na czas – do moich rąk trafiła książka Lotty Borg Skoglund „Dzieciństwo, dorastanie i dorosłość kobiet z ADHD. Wyjście z cienia”. I skoro sama niedawno dostałam diagnozę ADHD, lektura tej publikacji okazała się dla mnie niemal katharsis. Poszukiwałam w niej odpowiedzi na pytania, z którymi borykam się od dawna, a które dotąd pozostawały wielką zagadką – rodzajem niewidzialnej mgły, która skutecznie zaciemniała spojrzenie na samego siebie i swoje życie.

Odkąd istnieje świat i rodzicielstwo, towarzyszy nam legenda o nastolatkach, którzy w jednej chwili potrafią być aniołami, a w następnej – żywiołowymi wulkanami emocji i hormonów. Być może sami pamiętamy ten okres jako trudny i pełen sprzeczności, a współczesne pokolenie rodzi reformulację tych doświadczeń – tylko z większą liczbą ekranów i mediów społecznościowych. W tym całym chaosie domowych kłótni, szkolnych dramatów i zagubienia, normalne jest, że rodzice – czasem wycieńczeni – szukają czegoś, co pomoże im zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w mózgu nastolatka i co robić, gdy te grupy neuronów czasem wywołują tornado w domu.

Nie każda książka medyczna potrafi mówić o zdrowiu intymnym kobiet w sposób przystępny, konkretny i bez zbędnego patosu. Ale ta właśnie tak. „Dobrze, że pytasz” to przewodnik, który nie tylko odpowiada na pytania, które wiele z nas boi się zadać, ale przede wszystkim daje poczucie, że wreszcie ktoś mówi do nas po ludzku — bez oceniania, bez zawstydzania, bez medycznego żargonu, który trzeba tłumaczyć z łaciny na codzienność.

Nie każda książka podróżnicza zaczyna się od pytania: „A może by tak gdzieś pojechać… ale bez stresu, bez lotniska, bez tłumów?” — ale ta właśnie tak. „Samochodem na weekend z Polski” to przewodnik dla tych, którzy nie chcą już słuchać znajomych opowiadających o swoich spontanicznych wypadach do Rumunii, tylko sami chcą wreszcie ruszyć w trasę. I najlepiej zrobić to bez konieczności tłumaczenia się komukolwiek.

Książka „Strasznostwory” wydawnictwa Czytalisek to jedna z tych pozycji, które z pozoru wyglądają na idealne dla dzieci – kolorowe, pełne fantastycznych ilustracji, z tytułem, który obiecuje trochę dreszczyku i przygody. Wydawca jasno rekomenduje ją dla małych czytelników powyżej 6. roku

Jeśli jeszcze myślisz, że ADHD to temat wyłącznie dla dzieci, czas zerwać z tym mitem, i to szybko. „ADHD. Poradnik dla dorosłych” z PWN postanawia rozsadzić tę wygodną iluzję. ADHD nie jest sezonowym trendem czy przelotną fazą, ale trwałym kompanem dorosłego życia. Tylko że teraz nie krzyczy już „hej, jestem tu!”, ale raczej szeptem, często marginilizowany i lekceważony – aż do momentu, kiedy zaczyna rządzić bez umiaru.

Nowy start, stare schematy

Nowe miejsce to zawsze nowe szanse i okazje do rozwoju. To również możliwość poznania interesujących ludzi, z którymi można wspólnie budować i rozwijać przestrzeń, w której spędzamy znaczną część naszego życia. W teorii brzmi to niezwykle zachęcająco – nowe otoczenie, świeże pomysły, inspirujące rozmowy, a także perspektywa wzajemnego wsparcia i współpracy. Jednak czy rzeczywistość zawsze pokrywa się z tymi oczekiwaniami? Czy każda zmiana faktycznie prowadzi do rozwoju i satysfakcji?

Przemoc psychiczna – niewidzialna, a jednocześnie wszechobecna. Niektórzy twierdzą, że trudno ją zauważyć, ale najtrudniej dostrzec ją wtedy, gdy dotyka nas samych. Szczególnie gdy oprawca to ktoś, kogo teoretycznie powinniśmy nazywać bliskim.

Słowa, które nic nie znaczą.

„Przykro mi” – dwa słowa, które słyszałam wielokrotnie w momentach, kiedy najmniej ich potrzebowałam. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, co właściwie kryje się za tym wyrażeniem? Czy to rzeczywiście wyraz wsparcia, czy raczej sposób na wycofanie się z trudnej rozmowy, wygodne zasłonięcie się frazą, która pozornie zamyka temat, ale w rzeczywistości otwiera drzwi do jeszcze większego poczucia samotności?

Pisanie zawsze było moją pasją, którą z biegiem czasu zaczęłam rozwijać. Na początku był to blog parentingowy z wąskim gronem odbiorców, ale z czasem znalazł się ktoś, kto zaczął publikować moje teksty, a grono czytelników rozszerzyło się do lokalnych odbiorców, którzy sięgają po papier. W końcu nadszedł moment, kiedy pomyślałam, że napisanie książki to świetny pomysł. Tylko nie miałam zielonego pojęcia, jak się do tego zabrać, od czego zacząć i w końcu, o czym napisać.

Terapia.

Terapia. Chyba nie raz wspominałam, że gdy się na nią wybiorę, będzie ciężko. Z drugiej strony czułam, że coś jest nie tak i że bagaż, który niosę nie pozwala mi być taką, jaką być powinnam. Po wczorajszym spotkaniu z panem Łukaszem mam wrażenie, że moją prawdziwą twarzą jest lęk ubrany w zbroję, którą nie sposób przebić.

W żaden inny dzień Rota nie sprawia, że mam dreszcze na całym ciele. W żaden inny dzień, nie czekam tak świadomie na godzinę 17. W żaden inny dzień, moje serce nie wyrywa się tak do Warszawy, jak 1 sierpnia.

Ciężki temat.

Wsiadam do auta i w zasadzie nie czuje ulgi. Barki mam napięte, bezskutecznie staram się je rozluźnić. Zauważam też, ze znowu zaciskam zęby, bo czuję drętwienie żuchwy. Zmieniam te głupie japonki na espadryle. Jeśli będę w nich prowadzić auto, z pewnością zakończę dramatycznie tą chu***ą terapię. Odpalam auto. Jadę. Dalej walczę z barkami i zębami. Nie potrafię określić co mnie tak rozzłościło na sesji. Czy to poczucie stania w miejscu, stania przed wielką górą, na która nie mogę znaleźć sposobu? Czuję ogromna złość, która rośnie w żołądku niczym kolczasty kłębek. Przechodzi mi przez myśl, żeby zapisać to wszystko. Tylko jak? Przecież prowadzę.

Zioła to najstarsze leki na świecie. Większość leków syntetycznych, z których ochoczo korzystamy, ma mniej niż 100 lat, natomiast za najstarszy system leczniczy uważane jest ziołolecznictwo chińskie. Jego udokumentowana wiedza pisana liczy ponad 4500 lat. Kolejnym dokumentem jest święta księga Rigwedy, datowana na ok. 2000 r. p.n.e., zawierająca ziołolecznictwo Indii oraz bardzo popularny dziś temat: księga ajurwedy, datowana na około 1500 r. p.n.e.

Gorąco wierzę, że za chwilę moje życie się zmieni i będę mogła sobie pozwolić na wypad na weekend czy dłuższe wakacje. Stąd też czasem sięgam po książki z rodzaju przewodników turystycznych i szukam miejsc, które zobaczę najpierw. To, co rzuciło mi się w oczy, to fakt, że większość tego rodzaju publikacji ma mało zdjęć i dużo suchej, przewodnikowej treści. Mapy, krótkie informacje zawarte w podpunktach – suchy informator bez polotu. A potem w moje ręce trafia "Europa City Break".

Na zewnątrz nie widać.

Mam masę niedokończonych rzeczy: tekstów, myśli, spojrzeń i słów. Dwa razy więcej nieukończonych pomysłów, uśmiechów, chęci, projektów i książek. Czuję, jak wszystko, co funkcjonowało spójnie, dopóki było w ruchu, rozpada się kawałek po kawałku. Po ostatnim spotkaniu z panem Łukaszem czuję się co najmniej dziwnie. Fizycznie jestem, funkcjonuję na poziomie minimum i czuje się jakby było mnie dwie: druga ja obserwuje z dezaprobatą fizyczną mnie, i nie wierzy w to co widzi. Chyba nawet nie lubi siebie w takiej postaci, jednak postać tą nie stać na nic więcej.