Kalkulacja nieszczęścia: ile kosztuje wolność kobiety na prowincji

Gdy słyszy się o kobietach, które latami tkwią w toksycznych, przemocowych lub po prostu głęboko nieszczęśliwych małżeństwach w prowincjonalnych miasteczkach, łatwo unieść brew w geście moralnego oburzenia, bo przecież można spakować walizkę, wziąć rozwód i zacząć wszystko od nowa. Tak, jasne, zwłaszcza jeśli „od nowa” oznacza portfel wypchany pajęczyną i perspektywę spania pod mostem, bo lokalny rynek pracy wita kobiety z otwartymi ramionami, o ile akurat potrzebuje taniej siły roboczej do najprostszych prac fizycznych, gdzie kręgosłup wysiada po pierwszym tygodniu.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejKalkulacja nieszczęścia: ile kosztuje wolność kobiety na prowincji

O obojętności, która tnie głębiej niż najostrzejsza brzytwa

Prowadzenie auta to zajęcie szalenie wdzięczne, o ile akurat nie utknęło się w zderzaku kogoś, kto prawo jazdy wygrał w promocji w markecie. Wymaga to skupienia, precyzyjnej koordynacji ruchów, a przede wszystkim pozwala głowie wreszcie odpocząć od codziennego nadmiaru bodźców, hałasu i wszechobecnej ludzkiej miałkości. Podczas tej czynności pozwalam myślom swobodnie płynąć dokądkolwiek zechcą. W moim życiu od samej wiosny wydarzyło się tyle absurdalnych zwrotów akcji, że czasem autentycznie dziwię się, iż mózg w ogóle nadąża za tym nieustającym, wysokobudżetowym myślotokiem. W nurcie tych wszystkich burzliwych wydarzeń w przestrzeni pojawiły się również osoby ciepłe, empatyczne, gotowe do pomocy. Osoby, które myślą podobnie jak ja, podobnie czują i dokładnie tak samo widzą ten przeklęty, zakłamany świat.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejO obojętności, która tnie głębiej niż najostrzejsza brzytwa

O tym, dlaczego „hejt” to nowe „nie lubię, jak mnie rozliczają”

Z wielkim zainteresowaniem obejrzałam sesję rady miasta z 24 czerwca, podczas której przyznano absolutorium oraz wotum zaufania dla burmistrza. Słuchałam wypowiedzi naszych radnych o gminie, w której – wedle ich słów – niemal płynie mleko i miód. Szczerze mówiąc, faktycznie nie jest źle, choć moją nieustającą solą w oku pozostaje Sztumskie Centrum Kultury – o czym doskonale wiecie i czego pewnie wolelibyście nie słyszeć. Ale, ale, ale...

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejO tym, dlaczego „hejt” to nowe „nie lubię, jak mnie rozliczają”

Kiedy samorząd łaskawie raczy wysłuchać – analiza jednej sesji

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Sztumie to materiał na oscarowy scenariusz. Zwołana przez Burmistrza w trybie pilnym, w cieniu biogazowniowej afery, była pierwszą od marca dyskusją, którą udało mi się zaobserwować. Okazuje się, że można rozmawiać, można słuchać i być otwartym – ale w naszym lokalnym wydaniu ten „cud” wydarzył się dopiero wtedy, gdy mieszkańcy narobili takiego rabanu, że słychać go było w ościennych gminach. Burmistrz z przejęciem podkreślał, że jest za rozwojem i nowoczesnością, lecz ta nowoczesność kończy się tam, gdzie zaczyna się problem Sztumskiego Centrum Kultury.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejKiedy samorząd łaskawie raczy wysłuchać – analiza jednej sesji

Pół miliona złotych za trzy wnioski. Oficjalny bilans sztumskiej rady

Samorząd to piękna idea. Przynajmniej w teorii, kiedy lokalni liderzy z uśmiechem na twarzach i dłońmi uściśniętymi w geście wyborczego triumfu obiecują, że będą naszym głosem, naszymi oczami i uszami w urzędzie. Że funkcja radnego to misja, ciężka praca i nieustanny dialog z mieszkańcami. Postanowiłam sprawdzić, jak ta „ciężka praca” wygląda w brutalnym starciu z matematyką i dokumentami, które oficjalnie wydał Urząd Miasta i Gminy w Sztumie. Spokojnie, nie ma tu miejsca na domysły czy polityczne złośliwości. Tylko cyfry. Podpisane przez urzędników.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejPół miliona złotych za trzy wnioski. Oficjalny bilans sztumskiej rady

Kultura leży, smród nadchodzi. Krótka opowieść o sztumskich standardach

No i proszę, obudziliśmy się. Szkoda tylko, że dopiero wtedy, gdy wizja lokalnego piekła zaczęła zaglądać nam bezpośrednio przez okno, a zapach „zielonej transformacji” realnie grozi odcięciem dopływu tlenu. W Czerninie odbyło się spotkanie w sprawie planowanej w Barlewicach biogazowni. Inwestor – firma PAD RES – chce tam wbić w ziemię, bagatela, 80 milionów złotych. Na papierze? Ameryka, a raczej czysta Europa. Moc 3 MW, wkomponowanie w istniejącą już farmę fotowoltaiczną, kosmiczne technologie i, uwaga, od pół miliona do miliona złotych rocznie z podatków do kasy gminy. No żyć nie umierać! Przynajmniej dopóki nie uświadomisz sobie, że ten ekologiczny raj ma przetwarzać 90 tysięcy ton substratu rocznie, co oznacza skromne 18 ciężarówek goniących przez lokalne drogi każdego roboczego dnia.

  • Post category:Lifestyle
Czytaj dalejKultura leży, smród nadchodzi. Krótka opowieść o sztumskich standardach