Kalkulacja nieszczęścia: ile kosztuje wolność kobiety na prowincji
Gdy słyszy się o kobietach, które latami tkwią w toksycznych, przemocowych lub po prostu głęboko nieszczęśliwych małżeństwach w prowincjonalnych miasteczkach, łatwo unieść brew w geście moralnego oburzenia, bo przecież można spakować walizkę, wziąć rozwód i zacząć wszystko od nowa. Tak, jasne, zwłaszcza jeśli „od nowa” oznacza portfel wypchany pajęczyną i perspektywę spania pod mostem, bo lokalny rynek pracy wita kobiety z otwartymi ramionami, o ile akurat potrzebuje taniej siły roboczej do najprostszych prac fizycznych, gdzie kręgosłup wysiada po pierwszym tygodniu.