Hiszpania na 20 sposobów, czyli jak nie zostać turystyczną konserwą
Stało się. W moje ręce wpadła trzecia już część serii „City Break” od wydawnictwa Bezdroża – tym razem padło na Hiszpanię autorstwa Mai Opałki. I choć mogłabym udawać, że szukam w literaturze podróżniczej wyłącznie egzystencjalnych uniesień i opisów mchu na północnych stokach Pirenejów, prawda jest brutalna: potrzebuję konkretów, żeby nie zmarnować weekendu na szukanie przystanku, którego nie ma. Ta seria ma to do siebie, że – o dziwo – nie zawodzi. Jeśli myśleliście, że po dwóch poprzednich tomach autorzy spoczną na laurach i zaczną lanie wody, to mam dla Was złą wiadomość: Hiszpania w tym wydaniu to rasowy przewodnik, który nie bierze jeńców, a masa urzekających zdjęć sprawia, że czytanie zamienia się w seans tortur – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Patrzysz na te wąskie uliczki Sewilli, na surowe wybrzeża północy czy modernistyczne cuda Barcelony i czujesz fizyczny ból, że w tej chwili Twoim jedynym widokiem jest ekran monitora i rachunek za prąd. Fotografie nie są tu tylko zapychaczem stron; one budują klimat, nastroje i – co najważniejsze – nie są wyretuszowane do granic absurdu. Pokazują Hiszpanię taką, jaka jest: żywiołową, kolorową i momentami cudownie chaotyczną.