Katar, chusteczki i Kapelusznik – moje jesienne życie w trybie survivalu
Zaczęło się. Jesienne chłody wtargnęły w moje życie bez zaproszenia, jak nieproszony wujek, któremu zawsze wolno za dużo i nigdy nie rozumie, kiedy przestać. Wyciągnęłam więc moją puchatą kurtkę marki Naoko, ową ikonę modowego absurdu, która kosztowała mnie tyle, że dziś zastanawiam się, czy nie była to inwestycja w akcje bankructwa. Trzeci sezon z rzędu noszę ją z podszewką w stanie agonalnym – dziurawą jak ser szwajcarski, z tym że w tym przypadku dziury skutecznie chłodzą moje plecy. Reklamacja? Po co tracić siły na biurokratyczne szachy, jak można mieć darmową terapię frustracji na zimno? Kocham tę kurtkę, ale ona mnie już nie kocha – to toksyczny związek na ogniu jesieni.