Moja domowa biblioteczka o ADHD puchnie od lat i szczerze mówiąc, stała się już osobnym bytem w tym domu. Zaczęło się od diagnozy Szymona, przeszło przez kolejne etapy rodzinnej wędrówki po gabinetach, setkach godzin spędzonych na edukacji i próbach zrozumienia, dlaczego nasze życie wygląda tak, a nie inaczej, aż w końcu – co było do przewidzenia – trafiło na mnie.
Do tej pory przerobiłam już sporo materiałów i przewinęło się tu kilka kluczowych tytułów, które zostawiły ślad w mojej głowie. Dzięki Wydawnictwu Naukowemu PWN wpadł mi w ręce „ADHD. Poradnik dla dorosłych”, który zrewolucjonizował mój sposób myślenia o własnym systemie operacyjnym i pozwolił zrozumieć, że mój mózg nie jest zepsuty, tylko po prostu ma inną architekturę. Kiedy więc pisałam do Pani Oli z propozycją kolejnej współpracy, w głowie miałam zupełnie inne tytuły, ale ona – z wyczuciem godnym prawdziwego eksperta – podsunęła mi nowość: „Świat kobiet i dziewcząt z ADHD. Dlaczego są wyjątkowe i co sprawia, że są tak silne”. Przygarnęłam ją z uśmiechem, zaczęłam czytać i przepadłam, bo dawno nie trzymałam w rękach czegoś tak merytorycznego, a jednocześnie tak boleśnie trafnego w punkt.
Muszę być brutalnie szczera, bo jak wiadomo, na paulapisze.pl nie owijamy w bawełnę: cieszy mnie każda publikacja o ADHD u kobiet, bo jesteśmy systemowo pomijane przez dekady medycznej ignorancji. Statystyki dla płci pięknej z ADHD są bezlitosne i poparte twardymi danymi z badań klinicznych oraz wystąpień naukowych, jak te prezentowane na kongresach ECNP przez zespoły badawcze pod kierunkiem dr Silvii Amoretti. Wynika z nich jasno, że kobiety otrzymują diagnozę średnio o pięć lat później niż mężczyźni. Według badań publikowanych w literaturze fachowej, średni wiek diagnozy u kobiet to blisko 29 lat wobec niespełna 24 lat u mężczyzn, mimo że pierwsze objawy i sygnały ostrzegawcze pojawiają się w zbliżonym wieku u obu płci. To pięć lat straconych na błądzenie po omacku w systemie ochrony zdrowia, kompulsywne maskowanie trudności i mierzenie się z wtórnymi kryzysami psychicznymi, które drasną niemal każdą z nas. Z danych epidemiologicznych wynika również, że w grupie osób z późną diagnozą wskaźnik współwystępującej depresji sięga u kobiet nawet 72%, podczas gdy u mężczyzn jest on zauważalnie niższy. Stany lękowe, poczucie permanentnego wyczerpania, brak snu i frustracja wynikająca z tego, że „nie dowożę” domowych oraz zawodowych norm społecznych, to codzienność wielu kobiet. O ile u chłopców dominuje impulsywność, ruchliwość i zewnętrzne trudności wczesnoszkolne, które natychmiast przyciągają uwagę sfrustrowanych nauczycieli i rodziców, to dziewczynki cierpią w cichym milczeniu. Kiedy przechodzimy do lektury książki, którą wydało PWN, szybko widać, czym różni się ona od tysięcy powierzchownych poradników żerujących na modnym temacie, które obiecują, że dzięki głębokim wdechom i planerowi ADHD magicznie zniknie. Spoiler: nie zniknie, ale da się z nim żyć, jeśli wreszcie przestaniesz próbować udawać kogoś, kim nie jesteś, tylko dlatego, że tak wypada.
Czym ta konkretna pozycja autorek – Christine Carl, Christa Koentges, Ismene Ditrich i Swantje Matthies – wyróżnia się na przesyconym rynku? Przede wszystkim kompletnym brakiem akademickiego zadęcia, które potrafi skutecznie uśpić i zmęczyć nawet najbardziej zdeterminowany mózg szukający twardych konkretów. Zachwyca mnie układ tej publikacji, w której autorki krok po kroku przeprowadzają czytelniczkę przez skomplikowany labirynt neuroatypowości, nie uciekając od niewygodnych pytań. Kluczowy jest tutaj rozdział drugi, traktujący bez znieczulenia o tym, dlaczego ADHD u kobiet i dziewcząt tak często pozostaje niezauważone przez otoczenie. Autorki punktują tam brutalną prawdę: dziewczynki znacznie częściej cierpią na ADD o podtypie marzycielskim i w standardowych badaniach wykazują mniej objawów związanych z nadpobudliwością ruchową niż chłopcy, przez co system uznaje je za „grzeczne”. Często w domach, w których bracia lub ojciec mają już zdiagnozowane ADHD (lub nie mają diagnozy, a też na nie cierpią), specyficzne zachowania dziewczynek są całkowicie bagatelizowane, bo przecież „ona się nie wierci, ona tylko patrzy w okno albo czyta książkę”. Zresztą, tradycyjne oczekiwania społeczne i presja ról płciowych narzucana nam od kołyski sprawiają, że dziewczynki trenują maskowanie swoich deficytów do absolutnej perfekcji, płacąc za to gigantyczną cenę swoim zdrowiem psychicznym. Uczymy się być miłymi, poukładanymi i opanowanymi, a w środku toczy się brutalna wojna o utrzymanie uwagi na czymkolwiek, co nas w danej chwili nie stymuluje do granic możliwości.
Kolejne części książki to potężna, dawka informacji o tym, jak neuroatypowy mózg rządzi życiem kobiety na każdym etapie: od wczesnego dzieciństwa, przez burzliwy okres dorastania, wymagające wyzwania zawodowe i macierzyństwo, aż po wiek senioralny, o którym rzadko kto ma odwagę głośno mówić. To nie jest kolejna lukrowana książka o tym, że ADHD to absolutna supermoc, która sprawia, że wszystko w życiu przychodzi z lekkością i uśmiechem. To do bólu realistyczny opis tego, jak przetrwać w świecie, który konstrukcyjnie nie jest do ciebie dostosowany. Autorki nie ograniczają się do samej diagnozy problemu, bo to byłoby zbyt proste i na dłuższą metę mało pomocne. Znalazło się tu również miejsce na niezwykle praktyczną samopomoc, sprytnie skomponowaną wokół genialnego w swojej prostocie motywu ośmiu ramion ośmiornicy. To konkretne, bardzo użytkowe narzędzia ułatwiające codzienne funkcjonowanie – od sprytnych technik zarządzania czasem po fizyczne radzenie sobie z przebodźcowaniem – a nie puste, coachingowe gadanie o „myśleniu pozytywnym”, które u osób z neuroatypowością wywołuje co najwyżej pusty, cyniczny śmiech.
Książka ukazała się nakładem wydawnictwa PWN i moim zdaniem to absolutny hit, który trzeba mieć na półce, jeśli chce się wreszcie przestać walczyć z własnym systemem operacyjnym i zrozumieć w końcu mechanizmy rządzące własną głową. Doceniam też to, jak autorki podchodzą do kwestii hormonów i ich drastycznego wpływu na objawy ADHD – to temat wciąż zbyt rzadko poruszany w literaturze popularnonaukowej, a dla nas, kobiet, jest to wiedza wręcz fundamentalna. Często słyszę pytanie, od czego w ogóle zacząć lekturę o ADHD, żeby nie utknąć w połowie i nie rzucić książki w kąt. Zawsze mówię: zacznij od autorek, które rozumieją specyfikę twojego życia, a nie od suchego, nudnego podręcznika medycznego pisanego męskim kluczem. „Świat kobiet i dziewcząt z ADHD” to dokładnie ten balans, którego szukałam od lat i który pozwala odetchnąć z ulgą. Czy to zmieni świat? Pewnie nie, ale może wreszcie zmienić twoje postrzeganie samej siebie, a to już całkiem sporo, biorąc pod uwagę, ile energii codziennie marnujemy na udawanie, że wszystko jest w porządku. A jeśli chcecie zaopatrzyć się w ten tytuł, mam dobrą wiadomość – tylko do końca sierpnia możecie go kupić z 5% rabatem na stronie ksiegarnia.pwn.pl, wpisując kod CZYTAM. Nie dajcie się dłużej „maskować”. Czas zacząć żyć na własnych zasadach.
Pauli’s fuse: Oczywiście, możecie kupić tę książkę i nawet ją przeczytać, co samo w sobie będzie sporym sukcesem, ale nie łudźcie się, że od samego czytania Wasze klucze przestaną się gubić w magiczny sposób, a w kuchni zapanuje permanentny ład. To tylko wiedza – posprzątać w tym wszystkim i tak musicie sobie samej.
