Pół miliona złotych za trzy wnioski. Oficjalny bilans sztumskiej rady

Samorząd to piękna idea. Przynajmniej w teorii, kiedy lokalni liderzy z uśmiechem na twarzach i dłońmi uściśniętymi w geście wyborczego triumfu obiecują, że będą naszym głosem, naszymi oczami i uszami w urzędzie. Że funkcja radnego to misja, ciężka praca i nieustanny dialog z mieszkańcami. Postanowiłam sprawdzić, jak ta „ciężka praca” wygląda w brutalnym starciu z matematyką i dokumentami, które oficjalnie wydał Urząd Miasta i Gminy w Sztumie. Spokojnie, nie ma tu miejsca na domysły czy polityczne złośliwości. Tylko cyfry. Podpisane przez urzędników.

Zacznijmy od tego, ile nas – mieszkańców Gminy Sztum – kosztuje utrzymanie naszej 15-osobowej reprezentacji. Z oficjalnego dokumentu Diety radnych za okres 01.01.2025 do 31.05.2026.pdf wynika, że w ciągu tych 17 miesięcy z publicznej kasy na diety radnych powędrowała zawrotna kwota 507 974,48 zł. Pół miliona złotych. Przelewy płynęły szerokim strumieniem. Indywidualne konta radnych zasiliły kwoty od 27 tysięcy do ponad 36 tysięcy złotych, natomiast dieta Przewodniczącego Rady, Waldemara Fierka, zamknęła się w dumnym 51 717,69 zł. Dieta, jak wiemy z polskiego prawa, nie jest pensją. Nie jest to wynagrodzenie za pracę, a jedynie (i aż) rekompensata za utracony czas i realne, merytoryczne wykonywanie mandatu na rzecz wspólnoty. Skoro rekompensata była tak solidna, zobaczmy, jakie merytoryczne efekty przyniosła.

W tym samym okresie – przypomnijmy, mówimy o niemal półtora roku – cała 15-osobowa Rada Miejska w Sztumie złożyła łącznie… 3 wnioski i interpelacje. Słownie: trzy. Wniosek radnego Piotra Sieberta (10 lutego 2025 r.), wniosek radnego Jarosława Kazimierowicza (5 marca 2025 r.) oraz wniosek grupy radnych (13 maja 2025 r.). Aż 13 z 15 radnych przez 17 miesięcy nie potrafiło sformułować ani jednego samodzielnego wniosku. Jeśli podzielimy łączną kwotę wypłaconych diet przez liczbę podjętych oficjalnych inicjatyw, dojdziemy do fascynującego wyniku: jeden wniosek sztumskiego radnego kosztował nas średnio 169 324,82 zł. To prawdopodobnie najdroższe trzy linijki tekstu w historii tej gminy.

Zapewne w odpowiedzi na te liczby usłyszymy standardową, samorządową opowieść o „ciężkiej pracy w kuluarach”, spotkaniach w komisjach, cichych uzgodnieniach i fakcie, że radni dostają gotowe projekty uchwał od Burmistrza, więc ich rola polega głównie na głosowaniu. To wygodna teoria, ale kompletnie niezgodna z prawem. Zgodnie z art. 11b ustawy o samorządzie gminnym, działalność organów gminy jest jawna. Prawo nie zna pojęcia „pracy w kuluarach”. Rozmowy na korytarzach, kawiarniane ustalenia czy szeptane pakty nie podlegają żadnej kontroli społecznej. Mieszkańcy nie płacą pół miliona złotych za sekrety, ale za oficjalną, transparentną reprezentację, która zostawia ślad w dokumentach urzędowych. Głosowanie „za” wszystkim, co podsunie organ wykonawczy, bez zgłaszania własnych wniosków czy interpelacji, to nie jest realizacja mandatu – to abdykacja z funkcji kontrolnej i sprowadzenie roli radnego do pozycji maszynki do podnoszenia rąk.

Ta systemowa bierność boli najbardziej w momentach kryzysowych. Od miesięcy wokół Sztumskiego Centrum Kultury (SCK) narastają kontrowersje, brakuje transparentności, a sytuacja w placówce budzi uzasadniony niepokój mieszkańców. Kryzys w sercu lokalnej kultury to idealny moment, by radni ruszyli do akcji. To czas na interpelacje, żądania wyjaśnień, wnioski o kontrole. I co znajdziśmy w rejestrze wniosków? Zero. Nic. Ani jednego zapytania, ani jednej próby oficjalnego wyjaśnienia sytuacji w SCK przez ludzi, którym płacimy tysiące złotych za to, by nas reprezentowali. W obliczu problemów ważnej instytucji, radni wybrali błogie, bezpieczne milczenie. Za 507 tysięcy złotych z naszych podatków.

Chciałam sprawdzić, co działo się na posiedzeniach komisji stałych – skoro na sesjach panowała cisza, może chociaż tam dyskutowano o SCK. Złożyłam wniosek o protokoły z tych spotkań. Urząd zamiast wydać je od ręki, wycenił ich przygotowanie na… 2000 złotych. Czego tak bardzo nie chcą nam pokazać w tych dokumentach? Czyżby tego, że tam również panowało milczenie?

Ustawa o samorządzie gminnym w art. 23 wyraźnie mówi, że radny ma obowiązek kierować się dobrem wspólnoty i przyjmować postulaty mieszkańców. Skoro rada nie potrafi skontrolować samej siebie, musimy jej w tym pomóc. Wystartowała właśnie oficjalna, w pełni legalna petycja online do Rady Miejskiej w Sztumie. Żądamy w niej, by Komisja Rewizyjna formalnie zbadała bezczynność radnych w sprawie kryzysu w SCK i rozliczyła ekwiwalentność pobieranych diet publicznych względem realnych efektów pracy. Koniec z kuluarami. Czas na dokumenty, fakty i jawną dyskusję. Podpisz petycję pod tym linkiem. Pokażmy, że pół miliona złotych to kwota, za którą oczekujemy odwagi i działania, a nie milczenia.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Kasia

    jak to skomentować??

    1. Paulina

      nie mam pojęcia… 🙁

Dodaj komentarz