No i proszę, obudziliśmy się. Szkoda tylko, że dopiero wtedy, gdy wizja lokalnego piekła zaczęła zaglądać nam bezpośrednio przez okno, a zapach „zielonej transformacji” realnie grozi odcięciem dopływu tlenu. W Czerninie odbyło się spotkanie w sprawie planowanej w Barlewicach biogazowni. Inwestor – firma PAD RES – chce tam wbić w ziemię, bagatela, 80 milionów złotych. Na papierze? Ameryka, a raczej czysta Europa. Moc 3 MW, wkomponowanie w istniejącą już farmę fotowoltaiczną, kosmiczne technologie i, uwaga, od pół miliona do miliona złotych rocznie z podatków do kasy gminy. No żyć nie umierać! Przynajmniej dopóki nie uświadomisz sobie, że ten ekologiczny raj ma przetwarzać 90 tysięcy ton substratu rocznie, co oznacza skromne 18 ciężarówek goniących przez lokalne drogi każdego roboczego dnia. Mieszkańcy Barlewic, Czernina i Górek nagle poczuli, że grunt pali im się pod nogami, więc ruszyli w bój. Padły mocne, piękne i przeraźliwie prawdziwe słowa jednej z mieszkanek:
„Pan burmistrz nie ma wyrobionego zdania, ale mówi ze będzie to fajna inwestycja, rozwój gminy, tylko gdzie w tym wszystkim jesteśmy my mieszkańcy? Czy pan jest mieszkańcem miasta i gminy Sztum? Nie. Na razie widzimy interes gminy. (…) Inwestor dzisiaj jest jutro go nie będzie. My tu mieszkamy od wielu lat, mamy domy, plany, nasze dzieci mają dzieci. Mamy wnuki. My jesteśmy państwa przyszłością, a nie inwestor. To my odprowadzamy podatki, to dzięki nam państwo mają to co mają”.
Klasyczne, obywatelskie przebudzenie, prawda? Palący przejaw lokalnego patriotyzmu. Tylko dlaczego, do cholery, dopiero teraz? Prawda jest taka, że jako mieszkańcy Sztumu i okolic namiętnie sypiamy. Śpimy głęboko, smacznie, odwróceni plecami do lokalnej polityki, dopóki ta polityka nie zaczyna nam śmierdzieć pod własnym płotem. Nasza zbiorowa, błoga narkolepsja to najwspanialszy prezent dla obecnych, jak i poprzednich włodarzy. Kiedy społeczeństwo śpi, władza rośnie w piórka. Bezkarność i przekonanie o własnej mocy są dokładnie tak wielkie, jak wielkie mogą być ich ego. Na co dzień psa z kulawą nogą nie interesuje, co tam w tym urzędzie kombinują. A potem nagle – wielkie zdziwienie! Budzimy się z ręką w nocniku, krzycząc, dlaczego dowiadujemy się o tym tak późno, skoro wniosek wpłynął w styczniu. A no dlatego, drodzy współmieszkańcy, bo nikt z nas wcześniej nie pytał, a urzędnicy sami z siebie przecież nie zepsują sobie kawusi pogaduszkami z suwerenem.
W sposobie komunikacji Urzędu Miasta i Gminy z mieszkańcami brakuje transparentności i kultury dialogu, co staje się smutną regułą, a pojęcie o nich odchodzi do lamusa szybciej niż zdrowy rozsądek. Standardy? Wolne żarty. Pamiętacie jedno z ostatnich spotkań rady miejskiej? – założę się, że nie bo niewiele mieszkańców ogląda choćby transmisję. Radni mieli głosować nad projektem, który nie został im wcześniej dostarczony do zapoznania się. I wiecie, co w tym wszystkim było najpiękniejsze? Tylko jeden radny – Pan Poćwiardowski – zaprotestował. Reszta nie pisnęła ani słowem, bo wiadomo, burmistrzowi trzeba potulnie przyklaskiwać, żeby broń borze nie naruszyć tej uroczej, urzędniczej harmonii. Jednak na spotkaniu w Czerninie ten sam radny postanowił zaprezentować nam zupełnie inny zestaw swoich talentów. Zamiast merytorycznej dyskusji z ludźmi, którzy boją się o dorobek życia, dostaliśmy pokaz urzędniczego bon tonu – pokazywanie palcem, skrzyżowane ramiona i agresywną postawę godną rasowego dygnitarza. Ukoronowaniem tego występu były osobiste wybiegi do jednej z mieszkanek: „Pani tutaj specjalistkę udaje ze starostwa, proszę panią. A pani już nie pracuje w starostwie”. No klasa sama w sobie, cudo. Na szczęście mieszkańcy nie dali się zaszachować głęboką analizą personalną. Jeden z nich przytomnie wtrącił: „Ja się wtrącę przepraszam: Pani jest przygotowana i pana to boli, bo Pani nie atakuje Pana, tylko się broni”. I co zrobili nasi wspaniali radni, gdy społeczny sprzeciw zaczął gęstnieć, a atmosfera na sali zrobiła się odrobinę zbyt mało komfortowa? Radni zaczęli wychodzić wraz z narastającym sprzeciwem mieszkańców. Absolutny pokaz odwagi, cywilnej odpowiedzialności i szacunku dla wyborców. W końcu w radzie miasta jest się tylko dzięki głosom społeczności lokalnej, więc kiedy ta społeczność zaczyna zadawać trudne pytania, najmądrzej jest po prostu ewakuować się w stronę wyjścia.
Osobny ołtarzyk należy się naszemu burmistrzowi. Choć zapierał się, że jest głosem mieszkańców, w sprawie biogazowni zdecydowanie bliżej mu do retoryki inwestora niż do obaw lokalnej społeczności. To rozczulające, jak bardzo burmistrzowi leży teraz na sercu rozwój gminy, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie, jak krótko trwała jego troska o Sztumskie Centrum Kultury i stabilność tamtejszego zespołu. Priorytety włodarza stają się zatem jasne: kultura jest zbędna, liczy się nowoczesny, ekologiczny (choć być może dość intensywny zapachowo) projekt.
Bezpiecznik Pauli: Inwestor i władze z uporem maniaka powtarzają, że dzisiejsze biogazownie są bezwonne, hermetyczne i bezpieczne. No jasne, a świnie latają kluczami nad Sztumem. Wystarczy przyjrzeć się sytuacjom z innych miejsc w Polsce, gdzie mieszkańcy już teraz przechodzą przez to „zielone” piekło. Liszkowo – niedziałająca już, ale legendarna katastrofa. Biogazownia rolnicza powstała jako jedna z pierwszych w Polsce i przez błędy technologiczne oraz fatalne zarządzanie generowała tak gigantyczny smród, że po latach potężnych batalii mieszkańców, kontroli WIOŚ i miażdżących raportów NIK została ostatecznie zamknięta. Pokazuje ona najgorszy możliwy scenariusz: co się dzieje, gdy instalacja rolnicza działa źle. Gmina Kołobrzeg (Korzystno / Stary Borek) to z kolei fakt o zablokowaniu inwestycji. Biogazownie nigdy nie powstały i nie działały. Mieszkańcy wygrali batalię na etapie planowania i nie dopuścili do ich budowy. Rzeczyca (gmina Tuczno, województwo zachodniopomorskie): biogazownia rolnicza działa i od dłuższego czasu generuje gigantyczne protesty mieszkańców. Fetor (szczególnie przy rozlewaniu pofermentu na pola i magazynowaniu substratów) jest tak potworny, że ludzie organizują pikiety, a sprawą regularnie zajmują się lokalne i ogólnopolskie media. Koczała (województwo pomorskie): przykład z naszego województwa. Biogazownia rolnicza powstała, działa i od lat jest powodem permanentnego konfliktu społecznego. Mieszkańcy regularnie skarżą się na uciążliwy smród gnojowicy i kiszonki kukurydzianej, a kontrole środowiskowe są tam na porządku dziennym. Na papierze wszystko wygląda super, ale gdy w grę wchodzą oszczędności na filtrach i brak realnej kontroli, z obiecanej ekologii zostaje tylko smród, którego potem żaden urzędnik nie potrafi (albo nie chce) wyegzekwować.
Mieszkańcy Cygus, Czernina i Górek ruszyli i zbierają podpisy przeciwko inwestycji. Celem akcji jest pokazanie władzom gminy oraz radnym skali społecznego sprzeciwu wobec planowanej budowy. Może ta biogazownia, z jej osiemnastoma ciężarówkami na dobę, to właśnie ten kubeł lodowatej wody, którego potrzebowaliśmy, żeby wreszcie wybudzić się ze sztumskiego letargu. Czas najwyższy uświadomić lokalnym królom z urzędu, że mandaty radnych i burmistrza dostali od nas, a nie od prywatnego biznesu. Przestańmy klaskać i potulnie milczeć. Bo jeśli znowu zaśpimy, obudzimy się w gnojowicy. Dosłownie i w przenośni.
Aktualizacja: Po publikacji artykułu otrzymałam wyjaśnienie od radnego Wojciecha Dobrzyńskiego, dotyczące przebiegu końcowej części spotkania w Czerninie. Wyjście radnych z sali było reakcją na zakończenie merytorycznej dyskusji oraz pojawienie się niecenzuralnych uwag personalnych, w tym komentarzy na temat doświadczenia zawodowego czy sugestii kierowanych pod adresem radnych. W związku z tym, informacja o „ewakuacji przed trudnymi pytaniami” jest nieścisła w świetle przekazanych okoliczności.
Jednocześnie potwierdzam, że zarówno ja, jak i Agnieszka, jesteśmy przeciwne budowie biogazowni w Barlewicach i zawsze stoimy po stronie mieszkańców.

Źródła:
- Wystąpienia pokontrolne Najwyższej Izby Kontroli oraz decyzje administracyjne WIOŚ w Bydgoszczy: Nieprawidłowości technologiczne oraz uciążliwości zapachowe biogazowni rolniczej w Liszkowie.
- Dokumentacja planistyczna i petycje mieszkańców: Uchwały Rady Gminy Kołobrzeg blokujące budowę biogazowni w miejscowościach Korzystno i Stary Borek.
- Dokumentacja protestów społecznych: Skargi lokatorów oraz pikiety przeciwko uciążliwościom zapachowym biogazowni rolniczej w miejscowości Rzeczyca (gmina Tuczno).
- Protokoły pokontrolne i kronika konfliktu: Uciążliwości zapachowe instalacji biogazowej w Koczale, raporty Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Gdańsku.
Świetne podsumowanie sytuacji! A co do letargu mieszkańców — niestety nadal wiele osób „śpi”. Uważają, że wszystko jest już przesądzone i nie można już czegokolwiek zmienić, ale takie teksty jak powyższy świadczą o tym, że żyją w okolicy jeszcze ludzie, którzy mają olej w głowie.
Dzięki! Marzy mi się, że jednak społeczność sztumska trochę się obudzi…