Kiedy samorząd łaskawie raczy wysłuchać – analiza jednej sesji

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Sztumie to materiał na oscarowy scenariusz. Zwołana przez Burmistrza w trybie pilnym, w cieniu biogazowniowej afery, była pierwszą od marca dyskusją, którą udało mi się zaobserwować. Okazuje się, że można rozmawiać, można słuchać i być otwartym – ale w naszym lokalnym wydaniu ten „cud” wydarzył się dopiero wtedy, gdy mieszkańcy narobili takiego rabanu, że słychać go było w ościennych gminach. Burmistrz z przejęciem podkreślał, że jest za rozwojem i nowoczesnością, lecz ta nowoczesność kończy się tam, gdzie zaczyna się problem Sztumskiego Centrum Kultury. W tej sprawie nasz Magistrat milczy jak zaklęty, unikając odpowiedzi na wnioski o dostęp do informacji publicznej. Wrócę do tego, spokojnie. Wciąż czekam na protokoły z komisji, za które nasze UMiG życzyło sobie skromne 2000 zł; widocznie dostęp do jawności w Sztumie stał się usługą premium.

Podczas spotkania dużo mówiono o „planach” inwestycyjnych. Warto przypomnieć, że zgodnie ze słownikiem języka polskiego plan to po prostu zamiar zrobienia czegoś lub program przedsięwzięcia. Skoro zatem pojawiają się inwestorzy i konkretne pytania, to znaczy, że ktoś planuje – trudno udawać, że jest inaczej. Jednak po moim felietonie na temat biogazowni, o który poprosiła mnie uczestniczka spotkania w Czerninie, usłyszałam od jednego z radnych, że „żadnych planów nie ma”. Rozumiem, że radny nie musi znać się na wszystkim, tak jak i ja, ale czy w tej dyskusji naprawdę najważniejsza była semantyka? Dodam, że wspomniany radny sam do mnie napisał z propozycją spotkania w tej sprawie. Ucieszyłam się, podałam swoją dostępność, przygotowałam pytania i… nagle nastała cisza. Widocznie, skoro do poprzedniego tekstu dodałam sprostowanie, potrzeba rozmowy zniknęła.

Wróćmy jednak do sesji. Najbardziej wzruszający był spektakl samouwielbienia w wykonaniu radnych. Przewodniczący Rady przypomniał, że wybraliśmy ich, żeby nam służyli, lecz pytanie brzmi: którym z nas? Warto w tym miejscu przytoczyć liczby, które wyciągnęłam z urzędowych rejestrów. Przez ostatnie 17 miesięcy nasi radni pobrali łącznie ponad 507 974,48 zł diet, składając w tym czasie zaledwie trzy wnioski i interpelacje. W tym samorządowym festiwalu spijania sobie z dziubków liczy się tylko poparcie tych, którzy najgłośniej biją brawo. Pani Barańska chełpiła się, że rada głosowaniem udowadnia, iż jest przedstawicielem mieszkańców, ale ilu dokładnie? Tych, którzy zdążyli się dowiedzieć o sprawie od sołtysów z sąsiedztwa, bo władza zapomniała poinformować nas u źródła?

Otrzymałam komentarz od znajomego przedsiębiorcy, który w samorządowej branży zjadł zęby. Jego słowa to kubeł zimnej wody:

„Z samorządami współpracuję od 20 lat i nauczyłem się, że to instytucje, które najczęściej łamią prawo. Powody są różne: brak wiedzy, chęci, kompetencji, lokalne układziki. Słyszałem od włodarzy: wiem, że zgodnie z prawem powinniśmy zrobić inaczej, ale nie ma przepisów, by nas za to ukarać. Wybieranie radnych to festiwal popularności, wybieramy ludzi niekompetentnych, bo niemożliwe jest znać się na wszystkim – od oświaty po gospodarkę. Tymczasem głosują za uchwałami, których nie czytają. Wiem, bo to niemożliwe, aby kilkanaście osób nie zauważyło błędów ortograficznych czy przekręconych nazw ulic. Wybacz, ale choć prywatnie ci kibicuję, nie podpiszę petycji, bo politycy (…) są bardzo czuli na podważanie ich prawdomówności, wiedzy i umiejętności”.

Urząd zrobił dziś dobrą robotę, bo musiał, lecz czy to oznacza trwałą zmianę, czy tylko chwilowy odruch? Rada ma żal, że mieszkańcy nie chodzą na konsultacje, ale sama nie jest otwarta na dyskusję, gdy ta staje się niewygodna. Skoro Radni nie chcą zabrać głosu w sprawie Sztumskiego Centrum Kultury, które utrzymujemy z naszych podatków, mam zamiar ją do tego zmusić. Dlatego zachęcam do podpisania petycji, bo bycie radnym to nie tylko bywanie na zdjęciach, to przede wszystkim praca dla nas wszystkich. Nie dajmy się uśpić jednym występem na sesji, bo rzetelne działanie to obowiązek, a nie łaska władzy.

Dodaj komentarz