Izabela Raczkowska, Wydawnictwo Sensus
W świecie, w którym na każdy ból mamy tabletkę z reklamą przedstawiającą uśmiechniętą panią biegającą po łące, książka Izabeli Raczkowskiej „Ciało chore z emocji” uderza jak kubeł lodowatej wody. Autorka, psychoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem, bezlitośnie przypomina nam o czymś, o czym w ferworze „dowożenia wyników” i „radzenia sobie z życiem” wolelibyśmy zapomnieć: nasze ciało to kronika wszystkiego, czego nie odważyliśmy się wypowiedzieć na głos. Izabela Raczkowska (Gliwice 2023) buduje solidną argumentację opartą na psychosomatyce, udowadniając, że nasza biografia jest trwale zapisana w tkankach, mięśniach i narządach.
Dla mnie ta lektura nie była jedynie naukowym wywodem, ale lustrem, w którym odbiły się moje własne, skomplikowane lata. Kiedy czytasz o tym, jak stłumiony żal czy lęk manifestują się w ciele, przed oczami stają mi konkretne etapy mojej drogi. Był tam rozwód – który choć bolesny w procesie, stał się moją upragnioną przepustką do wolności. Była tam wyniszczająca praca pod dyktandem przemocowej szefowej, przy której każdy poranek zaczynał się od fizycznego ścisku w żołądku. Wtedy łudziłam się, że to po prostu „stresująca praca”. Raczkowska wyjaśnia jednak, że takie ignorowanie sygnałów to prosta droga do somatycznego buntu.
Obecnie, będąc w środku wydarzeń w SCK, widzę ten mechanizm jeszcze wyraźniej. Kiedy otoczenie staje się toksyczne, a poczucie niesprawiedliwości gęstnieje, ciało wysyła sygnały, których nie da się już zatuszować kawą. Moje ciało mówi „dość” poprzez mgłę mózgową, odcięcie od emocji, nadmierną senność i zaburzenia depresyjne. To tryb awaryjny organizmu, który nie chce już być poligonem doświadczalnym dla cudzych frustracji.
Bezpiecznik Pauli: Oczywiście, najłatwiej jest zwalić mgłę mózgową na brak magnezu. Można wykupić pół apteki i łudzić się, że to „tylko brak witamin”, zamiast przyznać, że nasze ciało po prostu przestało obsługiwać rzeczywistość, która mu nie służy. Czasem „nie chce mi się wstać” to nie lenistwo, tylko manifestacja organizmu, który ma dość.
Co jednak najważniejsze, książka Raczkowskiej to nie tylko sucha teoria. Autorka rzuca nam koło ratunkowe w postaci konkretnych asan i ćwiczeń, które mają pomóc odblokować to, co w nas „zamarzło”. To bezpośrednie zaproszenie do praktyki, które idealnie rezonuje z jogą. W nurcie, który praktykuję, praca z ciałem to przede wszystkim bycie tu i teraz – wspaniała medytacja w ruchu. Raczkowska pokazuje, jak poprzez konkretne pozycje możemy realnie wpłynąć na nasz stan emocjonalny, zamiast tylko o nim dyskutować na terapii.
Kiedy stajesz na macie i wykonujesz asany opisane w książce, mgła mózgowa na chwilę rzednie. Skupienie na oddechu i precyzja ruchu wymuszają obecność, której tak bardzo nam brakuje. To jedyny moment, w którym ciało przestaje być wrogiem wysyłającym bolesne sygnały, a staje się domem, w którym w końcu można bezpiecznie zamieszkać. Praca z asanami pozwala „odmrozić” odcięte emocje, dając im przestrzeń do wypłynięcia, zamiast pozwalać im gnić w środku w formie kolejnej dolegliwości.
Książka ta, to obowiązkowa lektura dla każdego, kto czuje, że jego organizm strajkuje. Autorka uczy nas czytać sygnały, zanim zamienią się w krzyk. To 240 stron prawdy, która uwiera, ale – dzięki praktycznym ćwiczeniom – daje realne narzędzia do odzyskania równowagi. Bo wolność zaczyna się tam, gdzie przestajemy uciekać od własnego ciała i zaczynamy go słuchać na macie.
Źródło: Raczkowska I., „Ciało chore z emocji”, Wydawnictwo Sensus, 2023. / Analiza własna na podstawie praktyki jogi Iyengara.
